
Interflug to turniej Hatowy dobrze znany wszystkim Ulti graczom wyjadaczom z centralnej europy.
Jak każda z dziewięciu edycji odbywa się w Berlinie.
Pierwszy Polak zagrał na nim w 2004 roku; Pierwszy Polak grał w finale w 2006 roku; Pierwszy Polak wygrał Interfluga w 2008 roku. Dobra passa trwa..
View english version
Wielu rodaków odwiedziło już ten turniej, ale co ciekawe tym razem w większości były to młode wilki. W tegorocznej edycji wystąpiło siedemnastu Polaków z tych oto pięciu drużyn: Uwaga Pies, Cool Flights, Goryle we mgle, RJP, Astro Disco.
W hołdzie Michaelowi Jacksonowi drużyny ochrzczone zostały tytułami jego hitów.

Turniej rozgrywany był systemem szwajcarskim. Znaczy to ze np trzy wygrane mecze grupowe nie kwalifikują drużyny do wyższego przedziału na dzień następny. Z drugiej strony trzy przegrane mecze grupowe wcale nie przekreślają szans na finał. Decydujący wpływ na to, o jakie miejsca po meczach grupowych grac będzie dany team ma tzw crossover game. Mecze grupowe pozwalają jedynie na grę z potencjalnie gorszym rywalem. Niektórym ten system nie leży (czyt. Nowy), niektórym bardzo (czyt. Elvis albo Lucjan).

Będąc w tej samej grupie drużyny ‘In the closet’ i ‘Remember the time’ natknęły się na ten przypadek. Drużyna numer jeden zajęła pierwsze miejsce w grupie, natomiast przegrała crossover (z teamem Elvisa i Piotrka z RJP – ‘Earth Song’ ) spadając do przedziału o miejsca 9-16, a druga zajmując ostatnie miejsce w grupie i wygrywając crossover dostała się do wyższego przedziału o miejsca 1-8.

Dla drużyny koloru orange w jakiej miałem zaszczyt grac, nie było to łatwe. W zasadzie każdy mecz tego dnia był zacięty. Wszystkie grupowe przegraliśmy tylko jednym punktem. Podczas trwania każdego z nich ocieraliśmy się o remis. W trzecim meczu z ‘Jam’ byliśmy chyba najbliżej. Jednak nasze plany zdecydowanie przekreślił pewien szalony anglik (zapomniałem imienia), robiąc cztery słodkie layouty – dwoma zdobywając punkty, a dwoma blokując nasze. Pomagał mu leworęczny Mirko z Yeah Haw którego forehand’owe hucki były niemal stuprocentowo skuteczne. Crossover game z ‘Streets in Moscow’ był jedynym meczem w którym to nie my goniliśmy za wynikiem, jednak z dużym szacunkiem pokuszę się o stwierdzenie ze gdybyśmy to nie my wygrali, to chyba właśnie nasz rywal – team koloru sky doszedłby do finału. Gralo tam kilku wspaniałych graczy. Ostatecznie zawodnicy ‘Streets in Moscow’ zajęli dziewiąte miejsce, przegrywając tylko jeden mecz..ten z nami.

W sobotę wieczorem o dziwo nie udaliśmy się na miasto w celu spożycia kebaba, bo dokładki turniejowe były zacne, a imbiss Habibi zbyt blisko. Spędziliśmy wieczór na rozmowach, a konkretniej na pięknej murawie boiska rzucając plackiem. Bajkę na dobranoc opowiedział wszystkim Majonez i czy tego chciałeś czy nie, wysłuchać było trzeba.

Rankiem, witając się ze śniadankiem i, co niespotykane o tej porze, z licznym gronem rodaków wpatrywaliśmy się w hipnotyzującą zieleń boiska. Można powiedzieć ze organizacja turnieju była jakości murawy na jakiej mieliśmy okazje pograć – znakomita.
Pierwszy mecz pomarańczowi zagrali przeciwko P.Y.T. Ta rozgrywka utwierdziła mnie w przekonaniu ze rozkręcamy się powoli. Nasze akcje były opanowane i władanie dyskiem przychodziło nam dużo swobodniej niż przeciwnikowi. Po raz pierwszy na tym turnieju wygraliśmy ‘na luzie’. Także bardzo na luzie i z wielkim uśmiechem tuz po meczu zagraliśmy z drużyną P.Y.T. w cake race. Tym razem tez wygraliśmy. Podobnie wiodło się drużynie ‘Thriller’ Majoneza i Ewy z RJP. Nie przegrali dotąd żadnego meczu. Dotąd, bo w półfinale pokonało ich ‘Bad’ – zgraja poznaniaków Macieja, Kuby i Kiziola z małym wsparciem ‘Młodego’ z Cool Flights. Drugi półfinał to rewanż z dnia poprzedniego – ‘Remember the time’ vs ‘Black or white’. Pamiętam bardzo dobry handling przeciwnika z którym musieliśmy się zmagać. To był bardzo fajny ciężki mecz. Na szczęście dla nas kilka defensywnych prób w kluczowych momentach pozwoliło nam przechylić szale zwycięstwa na nasza stronę.

Finał… kto by się spodziewał. Gadki z kołka po meczach grupowych typu ‘spotkamy się w finale’, które mało kto bierze na poważnie stały się rzeczywistością. Co prawda w ostatecznej rozgrywce nie spotkaliśmy teamu z naszego poola, ale sam fakt ze trafiliśmy do finału, przegrywając dnia poprzedniego trzy z pośród czterech meczy jest zadziwiający.
Możliwości w teamie orange było widać od pierwszego meczu. Pozostawało tylko czekać aż gra ‘zaskoczy’, a zaskoczyła w momencie ostatniej szansy, podczas crossover game. Po tym już do końca graliśmy pewnie. W ataku używaliśmy ustawienia horyzontalnego. Dość często kusiliśmy się na wyśmienite hucki, rzucane przez Henrika z Holandii, chociaż potrafiliśmy przejść obronę strefowa przeciwnika również szybkim give and go. W obronie najlepiej sprawdzał się force forehand podczas man defence, ale kilka razy użyliśmy także Dog defence znanej również jako Salmon.
Finał był meczem w którym byliśmy chyba u szczytu zgrania, a przeciwnik – team ‘Bad’ zdawał się wracać z tego szczytu i był już u podnóża. Zmęczenie dało o sobie znać. Co nie znaczy ze team ‘Bad’ nie walczył ostro. Jednak to nam dysk kleił się do rak bardziej. Punkt ze punktem odbieraliśmy pewność siebie od drużyny w złotych koszulkach. Wygraliśmy 11:2.

Dziękuje wszystkim za grę i wspólnie spędzony czas. Największe podziękowania dla cuterów z którymi miałem okazje rywalizować.
To było piękne wyzwanie.
Lucjan
Ostateczna klasyfikacja:
| 1. | Remember the Time (orange) – Lucjan |
| 2. | Bad (gold) |
| 3. | Black Or White (ice grey) |
| 4. | Thriller (safty green) – Majonez |
| 5. | Dirty Diana (texas orange) |
| 6. | Earth Song (pistachio) – Elvis |
| 7. | P.Y.T. (salmon) |
| 8. | Jam (navy) |
| 9. | Streets In Moscow (sky) |
| 10. | Scream (pink) |
| 11. | You Are Not Alone (maroon) |
| 12. | Beat It (forest green) |
| 13. | Man In The Mirror (sapphire) |
| 14. | Smooth Criminal (charcoal) |
| 15. | In The Closet (choccolate) – Nowy |
| 16. | Billie Jean (cardinal red) |
Turniej Interflug 2009 odbył się 08-09.08.2009.
Reprezentanci Astro Disco:
-Elvis
-Majonez
-Nowy
-Lucjan