W Mogilnie tylu dysków jeszcze nie widzieli. Nie ma tam drużyny Ultimate, ale 15-16 Maja odbył się turniej organizowany przez Furious Goats. Przybyło 8 drużyn – wydawałoby się, że mniej niż zazwyczaj, i może to niekorzystnie wpłynąć na czas gry, jednak dość długie mecze dały Nam wystarczającą dawkę porządnego Ultimate.
Ostateczna klasyfikacja:
1. Grandmaster Flash – Warszawa
2. Furious Goats – Poznań
3. Warsaw Phoenix – Warszawa
4. Astro Disco – Bydgoszcz
5. Cool Flights – Gdańsk
6. Uwaga Pies – Poznań
7. Nine Hills – Chełmno
8. TIT Masters – Trzemeszno
Astro Disco już późna zimą zaczęło grać na dworze. Trenujemy trzy razy w tygodniu i z niecierpliwością czekaliśmy na to, żeby sprawdzić się na turnieju z innymi polskimi drużynami. Był to udany i mocny występ mimo, iż mierzyliśmy w podium. Graliśmy pięć meczy po 60-70 minut. Skład miał być bardzo szeroki, ale niespodziewanie zmalał na kilka dni przed turniejem. Ostatecznie było 13 osób w tym trzy Astronautki. Formuła Mixed w wersji polskiej – 2 dziewczyny na linii.
Pierwszego dnia graliśmy mecz z Uwagą. Od początku był ogień, na boisku i na linii. Jedynym negatywnym aspektem było to, że Koszyk (rookie w Naszej stajni) po 10 minutach skręcił kostkę. Zagrania przechodziły płynnie. Koncentracja i motywacja nie opuszczała Nas przez cały mecz. Trzymaliśmy przewagę od początku do końca. Radość z tak długo oczekiwanej gry dało się zauważyć poprzez niekończące się cheery, okrzyki, przybijanie piątek, ogólną euforię. Rakieta odpaliła. Poczuliśmy moc w baku. Astro Disco 13:7 Uwaga Pies.
Drugi mecz to również wielkie serce z Naszej strony. Przeciw Warsaw Phoenix wyszła na linię ostra gra, ogromne zaangażowanie, i to co tygryski lubią najbardziej – layouty. A co najważniejsze rozsądek i dobre decyzje. Mieliśmy dobrą taktykę w odpowiedzi na defensywne ustawienie przeciwnika – flow, give and go i po prostu szybka gra od zaplecza – handlerów i dochodzących ze stacka. Przeciwnicy próbowali zwolnić tempo Naszego szybkiego stylu gry poprzez ustawienie czegoś w rodzaju boxa na cuterach. Zdaje się, że jest to rodzaj bracketing’u. Ustawiając się po obu stronach stacka byli odpowiedzialni za dane cuty – out/in i break/open side. Zadziałało to na Nas przez pierwsze dwa punkty, póki nie zaczęliśmy „tańczyć” z dyskiem – kilka błyskawicznych akcji Give and Go sprawiło, że dysk jak po sznurku szedł do zony, a obrona przeciwnika wyglądała zupełnie niegroźnie. Nasz styl można by nazwać Junk Offence, z tym małym szczegółem, że nie graliśmy go przeciwko Junk Defence.
Mało hucków w naszym wykonaniu – udało się chyba tylko 2 na 5. Podobnie było z drugiej strony – Fenix spróbowali huckować kilka razy i mimo naprawdę udanych rzutów nie było to zawsze skuteczne.
Walka toczyła się punkt za punkt. Można powiedzieć z dumą, że był to jeden z lepszych meczy jakie zagrało Astro. Graliśmy wszechstronnie i bardzo mądrze. Mimo, że jak nigdy szanowaliśmy dysk, to zabrakło kilku lepszych momentów. Straciliśmy 2 punkty z rzędu. Zdobyliśmy ostatni, ale przez te drobne szczegóły w końcówce nie udało Nam się dogonić wyniku w pełni. Przegraliśmy 8:9.
Trzeci mecz Sobotni zagraliśmy z Tit Masters. Na początku byliśmy zbytnio rozluźnieni. Nadal nie mamy doświadczenia i dyscypliny, która pozwala na totalne skupienie przy absolutnie każdym spotkaniu. Po dwóch dobrych meczach byliśmy nieco zbyt pewni siebie, co zaskutkowało stratą dwóch punktów z rzędu. Na szczęście obudziliśmy się w czasie. Gdy włączyliśmy tryb prawdziwie intensywny to działał i offence i defence. Graliśmy intuicyjnie, graliśmy szybko, graliśmy flow, wykorzystywaliśmy ich każdy błąd i juz do końca byliśmy 100% skuteczni. Brawo za super postawę Popka i Fasoli, którzy często doprowadzali dysk naprawdę daleko głównie we dwójkę. Wygraliśmy 13:2.
Późniejsze Sobotnie popołudnie i wieczorek spędziliśmy w jakuzzi 6 osobowym, które jak się okazało mimo zaleceń ratownika mieściło wiecej spragnionych relaksu. Wypoczynku tego zaczerpnęliśmy na basenie, oddalonym od szkoły o stołówkę. Następnie część poszła na party, część ujarzmiła zapis z kamery na laptopie poprzez sieć, telefon, kabel, telefon, kabel, komputer. Okrzyknęliśmy się dziećmi 21 wieku. Okazało się, że Kris nie boi się rachunków za transfer danych, a Koszyk lubi Snickersy … za mocno. Ponadto później okazało się, że Koszyk lubi też przytulić stówkę od mundurowych za browara pod Żabką. Część została w szkolnej sali, by grzecznie pójść spać ok 23. Reszta rozrabiała za wszystkich.
How do You do crew!
Półfinał w Niedzielę z Furious Goats. Wczesne śniadanie i dłuuuuga rozgrzewka rzutowo rozciągająca obudziła Nas należycie. Obfity posiłek miał czas się zalogować i byliśmy bardzo podpaleni na drugi w historii Astro Disco półfinał. Mecz był, że tak powiem gruby. Był tym czego się spodziewaliśmy – zabawą w kto kogo zajedzie fizycznie (w pozytywny sensie). Furious to atletyczna drużyna i zapewne każdy wie, że trzeba z Nimi sporo biegać. To samo mówią o Nas. Zatem nie pozostało Nam nic innego jak sprawdzić komu wystarczy sił.
Całe Astro było bardzo oddane misji – walka o finał. Na początku potrzeba Nam było zapalnika. Dostaliśmy 0:3, ale nie braliśmy Time-outu i z wiarą w siebie weszliśmy na tablicę wyników na 1:3. Zaczęło się odrabianie. Graliśmy większość czasu Zone Defence. Furious podobnie. Obie drużyny chciały zwolnić szybki flow i cuty do zony przeciwnika. Trzeba przyznać, że obu się udawało. Decyzje były mocno ważone i jeżeli coś przerywało podanie to najcześciej był to turbo layout obrońcy „znikąd”. Było wiele przejęć, ale obie drużyny miały problemy ze zdobyciem punktu. Graliśmy dobry Defence. Przy Naszej zonie Furious Goats wzięło Time-out. Oczekiwaliśmy set-playa i wiedzieliśmy, że trzeba być na paluszkach by nie dopuścić do czystego cuta. Ustaliliśmy obronę i udało się odeprzeć atak. Zabraliśmy się do solidnej pracy w rozgrywaniu dysku i doprowadziliśmy do 5:5. Do tego wyniku doszło dopiero po ok 40 minutach gry. Super obrona, poache, bieganie, layouty, sky’e, szybki flow, zbicia, było intensywnie na maxa. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale okrzyki z linii Kaczora, Koszyka i wielu innych (dziękujemy bardzo wszystkim) oraz nieoceniona walka na boisku dodawała Nam skrzydeł. Mieliśmy kilka perełek – wydostanie się z opresji w Naszej zonie, obrona po time-oucie, sky D w zonie. Byliśmy brudni od layoutów. Niezapomniane: layout D w pełnym sprincie między dwoma obrońcami Kożucha, layout D Kaczora na in cutcie Kiziola, poach layout D Anioua czy footblock Nowego. To akcje w których wiedzieliśmy, że mamy żelazną obronę. Niestety nie potrafiliśmy osiągnąć tej samej efektywności w offensie co skutkowało grą w obronie nawet 2-4 razy w jednym punkcie. Zmęczeni wreszcie traciliśmy punkt.
To był piękny mecz. Gracze z obu składów przyznali, że byli u granic wytrzymałości fizycznej. Wiele osób grało prawie bez zmian. Brakowało chwili na oddech, a tempo było bardzo szybkie. Przy wyniku 6:7 dla drużyny organizatorów skończył się czas. Cup point. Mecz do ośmiu. Mieliśmy offence. Odebraliśmy pull i prowadziliśmy nasz give and go do momentu, gdy jedno z podań wiatr uniósł ponad głowę odbiorcy. Furious Goats okazało się lepsze, utrzymało koncentrację, dysk i w krytycznym momencie zdobyło ostatni punkt po kontrze huckiem do Mańka. Astro Disco 6:8 Furious Goats.
Wielkie dzięki dla wszystkich za ten mecz. To była dawka mocnego Ultimate. Byliśmy bardzo zmotywowani, i dobrze Nam się grało. Cieszymy się z przebiegu. Przegraliśmy z silnym rywalem i taka przegrana to nie powód do wstydu.
Pozostało Nam walczyć o pudło. Mecz o 3 miejsce znowu z Warsaw Phoenix.
Można to ująć jednym słowem. Rozsypka. Nie szło, nie było pomysłu na grę, nie było ognia w obronie przez cały czas. Ten mecz w ogóle nie był podobny do tego z dnia poprzedniego. Walczyliśmy, ale chyba zabrakło graczy, sił, decyzji, cierpliwości, bojowego nastawienia i to wszystko przyczyniło się do złej gry. Defence doprowadzał do strat, ale offence nie zdobywał punktów wystarczająco często. Warszawiacy wspomagani przez Miszę z Astro dominowali. Byli lepsi po obu stronach dysku, oraz grali bardziej wszechstronnie. Przegraliśmy 5:10.
Dla takich momentów jak bardzo dobre mecze z Furious i Fenix (z dnia pierwszego) trzeba trenować twardo i regularnie. Mieliśmy szansę zagrać w meczach gdzie był naprawdę wysoki poziom Ultimate. To napędza Nas do dalszej pracy.
Za czwarte miejsce dostaliśmy wiadro Izotoniku, który będzie supportował Naszą pracę na treningach. Dziękujemy bardzo.
Spirit of the Game otrzymała Uwaga Pies – gratulacje.
Text by Lucjan
Foto by Eddy
Turniej Goats Cup 2010 odbył się w dniach 15-16.05.2010.
Astro Disco wystapiło w składzie:
-Elvis
-Edyta
-UOlcia
-Alek
-Aniou
-Ivan
-Kaczor
-Koszyk
-Kris
-Kożuch
-Majaz
-Mati
-Nowy
-Lucjan








