Józbee 2008

Nasz
dziewiczy występ na podwarszawskich salonach zakończyliśmy z klasą.
Prawię pełnym składem zrealizowaliśmy nasz plan – utrzymanie siódmej
lokaty w klasyfikacji Pucharu Polski. Nie omieszkamy wspomnieć z jakim
wysiłkiem…

astro-jazbee-team-800

Sobota 7 rano – kur zapiał aby Nas obudzić. Lecz aby obudzić kura
zapiał Jurys, który gotowy do walki ze złem, od bladego świtu szlifował
technikę. Każdy z astronautów wybudzał się po swojemu. Kapitan wybrał
basen, reszta drużyny miała swoje sposoby, od solidnego śniadania przez
tai chi w toalecie. Po przebudzeniu przyszedł czas na drużynową
rozgrzewkę, 15 pięknych bydgoszczan śmigających dookoła sali ze
świeżością na twarzy – dla takich widoków warto żyć. Po bryzie
treningu, przyszedł meczowy huragan. Po prawie rocznej przerwie w końcu
znaleźliśmy się w grupie z naszymi warszawskimi przyjaciółmi – drużyną
GrandMaster Flash i to z nimi przyszło nam się zmierzyć podczas
pierwszego meczu na tych igrzyskach. Miało być łeb w łeb – wyszło nie
do końca. Nie radziliśmy sobie z ich obroną strefową i mimo wielkich
chęci na boisku byliśmy tym razem mniej zgrani niż poza nim. Dla
przypomnienia: aż dla pięciu graczy Astro był to pierwszy turniej.
Możliwe że szale zwycięstwa na rzecz warszawiaków przechyliła kontuzja
naszego czarnego konia Jurysa – skręcił nogę w trzeciej minucie -
szybki skurczybyk. Życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia. Będzie już
tylko lepiej. Potraktujmy to jako rozgrzewkę – rzekł Mati . 9 : 5 dla
Gmf.

Następny
mecz to potyczka z Sosnowieckim Spirit On Lemon – zdecydowanym
faworytem, a zarazem liderem pucharu Polski. Poranne rozterki gdzieś
sie ulotniły i wyszliśmy na boisku wyluzowani jak Koniak na
breakcorach. Po spięciu ani śladu i rozgrywki z naszą ulubioną drużyną
( 7 starcie w tym roku ) zaczęliśmy wielce obiecująco. Cała drużyna
zagrała jak natchniona i można śmiało przyznać że był to nasz najlepszy
mecz przeciwko Sol, i jeden z lepszych w historii. Śmiało poczynaliśmy
sobie swingując prawie z zamkniętymi oczyma. Zapomnieliśmy jednak że
Sol ma Doro, a Doro to najszybsza dziewczyna w tym biznesie. Ciężko nam
sobie nawet przypomnieć co ostatecznie nie zagrało. Byliśmy wyraźnie
zadowoleni co można było nietrudno wyczytać z naszych rozanielonych
facjat. Przepiękny spirit, oko za oko, punkt za punkt, dużo emocji.
Przy stanie 12:13 Spirit On Lemon wziął czas i ostatecznie przyszło nam
ulec, bardziej doświadczonej drużynie 14:17.  Wniosek po meczu – musimy
nauczyć się grać końcówki. Nasz styl rozchełstany niczym koszula
Milowicza jednak mógł się podobać.

Kolejnym
przeciwnikiem – team Pick-Up, a skład owej to czysta loteria. Mieliśmy
nadzieję, że najwięksi wymiatacze będą na ten mecz zmęczeni i nie
zasilą szeregów tej drużyny. Czy tak się stało, ciężko powiedzieć.
Zagraliśmy swoje, na totalnym luzie. To co w innych meczach mogło nam
pomóc tym razem prawie Nas zgubiło. Wygrywając pewnie trzema punktami
zaczęliśmy grać nonszalancko co zadziałało na naszą niekorzyść i
przeciwnik zdołał odrobić straty. Szkoda wygranego meczu – tak
podsumował to Lucjan i trudno się z nim nie zgodzić. Dziury w obronie i
rzuty na wiwat – tak się nie gra na tym poziomie rozgrywek. Cały mecz
zakończony remisem 12:12 pozostawił niedosyt, ale zarazem dał każdemu
srogą lekcję na temat właściwego podejścia.

Poczucie
niespełnienia utrzymało się. Byliśmy głodni zwycięstwa. Przed nami mecz
z Awf. Wszystkie wcześniejsze spotkania z tą drużyną kończyły się naszą
porażką. Niezależnie od tego jak byliśmy blisko nigdy nie potrafiliśmy
zagrać równo do końca. Wychodząc na boisko zobaczyliśmy potężne
sylwetki warszawskich atletów na linii ich zony (ciekawostka
przyrodnicza: Koc jest najwyższym graczem Ultimate w Polsce, jego 2m z
groszami robią wrażenie, chłopak pracuje w stoczni jako żuraw). Taki
układ rzeczy nie wróżył wiele dobrego, jednak wyszliśmy do boju dumnie
prężąc nasze wątłe bydgoskie klaty. Zagraliśmy całą drużyną bawiąc się
dyskiem – brzmi jak banał ale uwierzcie lub nie, była to zupełnie nowa
jakość. Takiej podjary na linii, Astro nie widziało nigdy. Każdy dał
całego siebie, zostawiając na boisku wszystko co miał łącznie z butami.
Otóż na kilka minut przed końcem przegrywaliśmy dwoma punktami. Jednak
niczym Muhammad Ali wskrzesiliśmy nasz flow i podnieśliśmy się z desek
doprowadzając do remisu. Jakby tego było mało Rizon zbił dysk w
kluczowym momencie co pozwoliło Nam zdobyć last point i wygrać
pojedynek. A wszystko to przy akompaniamencie wrzawy, którą było
słychać pewnie w sąsiednich wioskach. Wygrywamy 13:12 i wychodzimy z
grupy. Ogień!

I tu trzy kropki …
Imprezę w tańcbudzie „Orion” potraktowaliśmy bardziej serio niż ten
lokal sam siebie. Szafa grająca z bravo hits, piwo na metry, i toasty
za was, za nas i za wszystkich co nie mogą. Jednym słowem klasyka
gatunku. Drużynowo odnieśliśmy drugie zwycięstwo tego dnia. Przejęliśmy
ten bajzel. Od potańcówy na sale było mniej niż kilometr w linii
prostej. Jakimś cudem szliśmy wieczność. Ze względu na małe dzieci
pominę szczegóły i w ten sposób mamy poranek proszę państwa.
Najskuteczniejszą pobudką okazały się wymiary boiska. Wszystkie nasze
materace znajdowały się na jego polu. Tak, że nie było przebacz i
byliśmy zmuszeni je opuścić w trybie natychmiastowym. Prysznic,
jogging, kanapeczka – jesteśmy jak nowi (tzn. prawie).

To był
ostatni turniej w tym roku i jak pokazał: telenowela pod tytułem Rjp
vs. Sol w finale nie jest już taka pewna. Uwaga Pies zmiotła wszystkich
i to w wielkim stylu. Zasłużone 1sze miejsce oraz 3cie w pucharze
(wyprzedziła GMF). To juz nie była ta Uwaga, z ktora wygraliśmy w
Sosnowcu ledwie poł roku temu. Poł roku to czas w ktorym zbudowali
najrówniejszy materiał w polsce – brawo!

Mati

W Astro Disco na Józbee 2008 grali:

-Koniak
-Gaspar
-Rizon
-Mały
-Kris
-Nowy
-Misza
-Majonez
-Kożuch
-Jurys
-Agniecha
-Lenka
-UOlcia
-Elvis
-Mysh
-Lucjan

Dodaj komentarz