Dobra relacja z turnieju Ultimate frisbee nie musi być literacko wybitna, wystarczy jak kilkadziesiąt słów opowie historię o rycerzach i ich bohaterskich wyczynach, które zamiast prowadzić do uwolnienia oszałamiającej księżniczki z niebywale wysokiej wieży, dotyczą bardziej lejałtów, brejków i napojów wielotonicznych. A ponieważ nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek ratował kogokolwiek, za to faktura za wytarcie połowy parkietu sali w Józefowie leci już do organizatorów.. cóż, ubaw gwarantowany. No to siup.
Józbee 2009, jako że kończyło rywalizację w Pucharze Polski, a nasze miejsce w klasyfikacji punktowej można było pokazać na palcach jednej ręki (co nas w miarę zadowalało), postanowiliśmy potraktować rozważnie. Zebraliśmy więc w miarę Okrągły Stół i w miarę pewni swojej mocy odpaliliśmy ostatnią w polskim sezonie turniejowym indoorową rakietę. Do napisania czegokolwiek o podróży do Józefowa nie zmusiłoby mnie nawet łamanie kołem. Oraz to nieprawda, że śpiewałem w samochodzie chórki w świątecznym numerze opowiadającym o tym, że bardzo ktoś kogoś chce pod choinkę. To była Elvis. Na miejsce dotarliśmy ubawieni jak dzieciaki w sklepie z cukierkami, tam zaś pjontek sto, zabawa w berka z ochroną i konkurs na najlepszy lot dysku za płot sąsiadów. A propos, jednej misji ratunkowej nie udało się wysłać za ogrodzenie, prawda?? Tym zaś nieszczęśnikom, którzy jak dotąd nie wybrali się jeszcze na turniej napiszę tylko, że specjalnie dla nas zatańczył na parkingu John Travolta. I to w piątek. Późnym wieczorem najbardziej niecierpliwi zagrali sobie radosny meczyk i było już najlepiej na świecie.
Sobota, cóż, zaczynasz od piętnastu sekund ziewania, potem przecierasz oczy i nie możesz wyjść z podziwu, że na sali toczą się już mecze. Potem trzy razy podskakujesz z radości, ponieważ grasz w grupie popołudniowej i możesz lekkim krokiem ruszyć na śniadanko. Trochę nutelli, tościk, banan pod pachę i śmigasz popatrzeć na ranne ptaszki i fruwający talerz. Boje przedpołudniowe okazały się wstępem do finału, najlepiej bowiem zaprezentowały się w nich RJP Squad i Spirit on Lemon, ci ostatni dawno swoją drogą na polskich turniejach nie widziani. A szkoda, bo imponują.
Nasz pierwszy mecz rozegraliśmy ze znanymi nam doskonale Nine Hills. I udało nam się, niesamowita sprawa, przegrać. Jednym punktem, czy do zera, czasem nie ma różnicy, boli tak czy siak jak diabli. Nie powinno się zaczynać soboty od porażki, ale skoro drugi już z rzędu cud nad Wisłą się dokonał.. cóż, jedyne co nam pozostało to skupić się na zadaniu numer dwa.
Spotkanie z KrakUF i ich dwoma Wawelskimi smokami Jackiem i Koniem zakończyło się na szczęście naszym zwycięstwem i mogliśmy czekać już na największe tego dnia wyzwania: Furious Goats, Uwagę Pies i Grandmaster Flash. Aha, miało być o brejkach, no to może teraz. Zone Defence, która popsuła nam poranek postanowiliśmy zamienić w meczu z Goats w krycie ‘man’ i mimo, że efekt był o niebo lepszy, to jednak zamiast ‘up’ mogliśmy równie dobrze krzyczeć ‘break’. Straciliśmy dzięki temu kilka dobrych punktów i w kółeczku staliśmy na zewnątrz. Teraz przerwa na reklamę bo zbliżamy się do kluczowego momentu Astro Disco na Józbee.
Uwaga, Uwaga, no właśnie, Uwaga. Uwaga, bo czasem potrafimy zrobić coś super. Doping mieliśmy przewspaniały, coś w stylu stadionu w Buenos Aires na dawno oczekiwanym derby. Wszystkim dziękujemy więc mucho mucho, Wojtkowi też chociaż wylał nam całą wodę z butelek. Wygraliśmy sercem, piękna sprawa, zostawiliśmy je dokładnie w tym miejscu, w którym po ostatnim podaniu skakaliśmy na siebie oszalali z radości. Teraz lejałt, no muszę. Bierzemy czas, handling nie układa się nam najlepiej, obiecujemy sobie porzucać blade’y. Syrena, wracamy na boisko, rozgrywamy dość powoli przedostając sie w kierunku zony rywala, dysk dostaje Lucjan. Koci wzrok, obrona ustawia się tak, że pozostaje mu tunel. Majaz od dawna czai sie w zonie. Hammer…za płaski. Już po sekundzie wiedziałem, że będzie lipa. Dysk jest kilkanaście centymetrów nad ziemią, nie ma nadziei. Szszszszszsz (to leci niewidoczny dla ludzkiego oka Majonez). Bach!! Szszszszszsz (to po parkiecie sunie Majonez w wyciągniętej ręce trzymając talerz). Szał, euforia, koniec świata, sylwester w Berlinie. Zdarzył się jeszcze podczas meczu z Uwagą Pies tak zwany drop, ale rozpisywać się nad zajściem nie ma sensu. Za karę nie jadę na Alexander Platz. O ostatnim tego dnia spotkaniu, z Grandmaster Flash, trochę potem rozmawialiśmy. Trochę dużo. Obiecujemy Wam, Grandmaster Flash, że (nie powiemy kiedy, niespodzianka) nasze mecze napełnią taki jeden dysk złotówkami. W sobotę wieczorem było 12:5. Z mocną przewagą Grandmaster. Ała. Imprezę rozpoczęliśmy od utraty piątego miejsca w klasyfikacji PP, skończyliśmy zaś w poniedziałkowych ‘Nowościach Józefowa’. Zaalarmowana hałasem staruszka dostała się do zachuchanego i pełnego ludzi autobusu, tylko po to żeby stwierdzić, że ‘sto’ lat i ‘niech mu gwiazdka..’ to nadal faworyci Billboard’u. Urodzinowy nastrój Rizona i Nowego przekazaliśmy około trzydziestce ludzi wracającym nocnym autobkiem linii N75 w kierunku domu.
Niedziela. Podnosisz głowę, myślisz: o jejku jejku rety i pędzisz na boisko. Napoje wielotoniczne zawierają w sobie mnóstwo niezdrowego aspartanu, dlatego sobotni lekki chód zamienia się w niedzielną Godzillę. To prawie tradycja już, że rano gramy z Rasz; to niezbyt dobrze, prawda? W każdym razie to prawie tradycja też, że je wygrywamy. Bardzo swoją drogą przyjemne mecze, można zobaczyć na nich na przykład lejałt człowieka, który nie wie, że robi lejałt (Rizon). Młodzież z Warszawy rozwija się natomiast w tempie strusia, poważnie, nienawidzę kurtuazji, big up!! Chwila odpoczynku, ostatni mecz z AWF, część jakby nieobecna, część w częściach, dość szybkie spotkanie, sporo mini huck’ów, overheadów, wynik na korzyść Altimejt Warsaw Frisbears, z którymi zawsze gramy z radością, spiryt jest na poziomie Nanga Parbat, a bieganie w wysokich górach to trudna sprawa. Pjontki AWF, pozdrawiamy.
Rozdanie nagród na Józbee to hype nie z tej ziemi, kończy się sezon, pełno nagród, cukierki, puchary, fotoreporterzy, rodziny grajków, oni sami- szczęśliwcy bogatsi o wszystko, co przeżyli oraz Cicha Faworytka Bukmacherów. Nowo wybrany selekcjoner kadry dobrał sobie Biesów i to właśnie Szatańskie Trio stworzy teraz Reprezentację Polski, która będzie nam bliższa niż jakakolwiek inna. Bo będzie grać w Ultimate. Finał turnieju w Józefowie był kiedyś w scenariuszu Spielberga, nakręcili nawet kilka jego części, czego również życzymy i RJP i Spirit on Lemon, jego bohaterom. Zwyciężył team z Warszawy, było co oglądać, gratulacje!! Nagrodę Spirit of the Game otrzymało Astro Disco. Po raz pierwszy. Marzenia się spełniają.
Turniej Józbee 2009 odbył się w dniach 28-29.11.2009
Astro Disco wystąpiło w składzie:
-Nowy
-Alek
-Kris
-Kaczor
-Kożuch
-Majonez
-Lucjan
-Rizon
-Bartas
-Elvis
-Edyta
-Lenka
Alek


