Turniej w Brodnicy był wyjątkowy od samego początku. Sama jego idea, sam pomysł, żeby zagrały na nim najlepsze polskie zespoły i pomogły tym samym spełnić marzenie Martynki.. cóż – niesamowita sprawa. Brawo Kufel. Już teraz wiadomo, że Polska Rodzina Frisbee uzbierała – dzięki fees, licytacjom i innym niesamowitym pomysłom – grubo ponad 7tysięcy złotych. Spirit of life. Nikt z nas chyba nie wątpił również, patrząc na listę zgłoszonych zespołów, że nie będzie miał okazji zagrać w Ultimate na najwyższym krajowym poziomie. Formuła turnieju – mam na myśli jego intensywność – zapowiadała naprawdę wspaniały weekend, taki na który zabierasz przede wszystkim frisbee, reszta to drobiazgi. Astro kocha takie wycieczki, oto rela.
Ostateczna klasyfikacja:
1. Grandmaster Flash – Warszawa
2. Charity Crew – Poznań/Trzemeszno
3. Spirit on Lemon – Sosnowiec
4. Astro Disco – Bydgoszcz
5. Zdobywcy Oskarów – Łódź
6. Warsaw Phoenix – Warszawa
7. Cool Flights – Gdańsk
8. WD40 – Wrocław
9. Nine Hills YoungTeam – Chełmno
10. Kosmodysk – Warszawa
11. Nine Hills OldSchool – Chełmno
12. KrakUF – Kraków
13. Odpaleni – Wrocław
14. Pickup
W piątek pojechali do Brodnicy starzy wyjadacze, party skład. Żartownisie uważają, że to Nasza najlepsza formacja – universe line. Być może mają rację, nie da się ukryć bowiem, że sukces to dla nich codzienność. Tak też było tym razem. Elvis wygrała karaoke, w nagrodę butlę szampana i welcome party było jak najbardziej udane.
Reszta hałastry wyjechała z domu o świcie w sobotę, z delikatnym co prawda opóźnieniem, ale podjarani byliśmy mocno. Sześć meczy w planie budziło Nas do życia dość szybko, dojechaliśmy w mig.
Pierwsze spotkanie rozegraliśmy z Nine Hills Oldschool, zespołem bardzo dobrze nam znanym i zawsze wymagającym od przeciwnika sporo biegania. Od początku przejęliśmy inicjatywę i wypracowaliśmy bezpieczną przewagę. Popełnialiśmy dość mało błędów w ataku, który oparliśmy na stabilnym handlingu pod zonę i wyważonych decyzjach. Obronę zaś ułożyliśmy biorąc pod uwagę warunki pogodowe i predyspozycje obu drużyn. Wiatr i mocno pracujący cup wymuszał na Nine Hills błędy, które natychmiast zamienialiśmy na punkty. Pierwsze koty za płoty, wynik końcowy: 10:4 dla Astro.
Następny rywal również nie sprawił Nam większego kłopotu, KrakUF wydawał się mocno rozkojarzony, co działało na Nasza korzyść, ale przede wszystkim Nasza obrona idealnie powstrzymywała ich offence. Mnóstwo strat przeciwnika spowodowało, że wygraliśmy aż 12:1.
W świetnym nastroju rozpoczęliśmy kolejny mecz, tym razem z Cool Flights. Mimo że przyjechali raczej wąskim składem to jednak pomoc Geoffa i trzech asów z Poznania Mikiego, Grzyba i Mańka (ostatnia dwójka tymczasowo) idealnie dopełniła ich linię i rywalem byli niełatwym. Końcowy sukces zawdzięczamy świetnej obronie, co cieszy tym bardziej ze dopiero ja ćwiczymy. Mocny mark na handlerach, zabierane cuty i pewny deep – efekt: 8:4 dla Astro. Nabraliśmy pewności siebie, poczuliśmy, że jesteśmy mocni..
Uroczyste otwarcie turnieju było w dechę, ale to akurat zasługa Martynki, która po przywitaniu się ze wszystkimi graczami rzuciła całkiem ładny backhand i dostała brawa jak gwiazdy na Camp Nou. Fala płynęła tam i z powrotem, słońce świeciło jak na Bermudach, setka uśmiechniętych ludzi i biegający wokół nich z wywieszonym jęzorem System.. to takie właśnie chwile pozwalają Nam mówić o sobie rodzinka frisbee, było wspaniale.
Wracając do Ultimate..po dość długiej przerwie, która trochę Nas rozleniwiła naprzeciwko Nas stanęła debiutująca na trawie Wrocławska drużyna Odpaleni. Świetne warunki fizyczne i zapał graczy dobrze rokują ich przyszłości. Cieszy za to już teraz to, że to kolejny nowy zespół i rozwój polskiego Ultimate nadal trwa. Odpalonym daliśmy tylko dwa punkty, sami zdobywając dwanaście, siła doświadczenia wygrała z zapałem.
Następny team w rozpisce napędzał nam strachu nie raz, ani dwa. Mało tego, chyba tylko raz właśnie udało się Nam z nimi wygrać, panie i panowie: WD-40 na czele z Geoffem, Adim i Mikim. Tym razem wygraliśmy my, skuteczne elementy ataku i obrony pozwoliły Nam na kilka brejków i z wynikiem 10:5 udaliśmy się na krótki odpoczynek przed hiciorem soboty, meczem na szczycie..
Grandmaster Flash vs. Astro Disco
Filmik z tego meczu hula na vimeo, nie ma więc sensu opisywać strony sportowej, zobaczcie sami. Ale emocji nie można umieścić na portalu, a w tamto sobotnie popołudnie przeżyliśmy coś pięknego. Każdy Astronauta, który zagrał w tym meczu dowiedział się czegoś o sobie, czegoś dobrego. Trudno to opisać jednym słowem, konkretną cechą czy umiejętnością, jest to bowiem efekt kilku miesięcy treningów, spędzonego razem czasu, budowania drużyny i budzenia w niej ducha.
Rezultat?? Turbo – energetyczny cheer i świetna gra przeciwko najlepszej polskiej drużynie. Publiczność chwaliła ze miała co oglądać, my zaś, szczęściarze, byliśmy wtedy na boisku i przeżywaliśmy najlepsze chwile życia w Astro Disco.. kiedy wracasz z treningu i nie możesz już iść bo zostawiłeś na nim wszystkie siły przypominasz sobie takie właśnie momenty i twoje korki same się sznurują. Karma.
Dziewczętom nie było dane ochłonąć za szybko po meczu, ale żeby opowiedzieć Wam dlaczego musimy się odrobinę cofnąć.. do licytacji. Było na niej sporo emocji bo drużyny postarały się bardzo mocno i przygotowały na nią naprawdę cenne pamiątki. Zwycięzcy byli zaś hojni… Nasza na przykład koszulka z limitowanym numerem 28 osiągnęła cenę 150PLN. To naprawdę spora cegiełka na rzecz Martynki, pjonteczki Adi (Adrian Dziubek z WD40 wygrał licytacje astro koszki).
Ale największy rwetes wywołała chyba ostatnia aukcja, haha. Otóż jeden z zawodników ogłosił, że jeśli w czapeczce uzbiera się 500PLN(!!) to on, tylko w tej czapeczce rzecz jasna – przebiegnie się po całym boisku. Nie muszę chyba dodawać, że zawrotna suma się uzbierała i czwórka muszkieterów wzięła udział w naked run (owszem, czwórka, bo do śmiałka dołączyli koledzy, haha). Tak więc dziewczęta miały show, a faceci mogli pozbyć się kompleksów, lub się ich nabawić, haha.
Imprezy razem z How Do You Do Crew to już standard i całe szczęście, dziewczyny Astro wprost je uwielbiają, a ich opinia o poziomie zabawy jest niepodważalna. Części z Nas natomiast bardziej spodobała się opcja materac + film z meczu na szczycie. Sobota była tak udana, że przyśnił się Nam złoty medal, rano byliśmy więc ciut nerwowi, cel był ambitny, pierwszy finał w historii Astro..
Zanim jednak zaczęliśmy walkę o podium zagraliśmy bardzo nerwowy ćwierćfinał ze Zdobywcami Oskarów, wygrany na szczęście 6:3. Zdecydowanie brakowało Nam sobotniej mocy, traciliśmy dysk zbyt łatwo, popełnialiśmy też błędy w obronie. Spirit nie był największy, calle omawiano bardzo nerwowo, atmosfera wpływała na Naszą grę, bardzo trudny mecz. Zdobyliśmy sobie jednak miejsce w półfinale, zrobiliśmy następny krok w stronę sukcesu.
O finał zagraliśmy z Charity Crew, połączonymi siłami Poznania (Furious Goats) i Trzemeszna (Tit Masters). Mieliśmy pojęcie co nas czeka, gdyż była to powtórka z turnieju w Mogilnie, bardzo trudny rywal, niepokonany przez Nas do tej pory, teraz jeszcze wspomagany przez najlepszych graczy Tits. Historia z Goats Cup się powtórzyła w Brodnicy również zagraliśmy bardzo dobry mecz z Kozłami…
Po niepokojącym ćwierćfinale sporo czasu poświęciliśmy na rozgrzewkę psychiczną, przede wszystkim motywację. Pomogło to Nam na pewno, bo walka była dość zacięta, ale na wygraną nie wystarczyło. W ataku handlerzy starali się zdobyć dużo pola i liczyć na cuty w zonie, nie zawsze jednak się to udawało. Obroną natomiast staraliśmy się zapobiec przede wszystkim huckom, handlerzy Goats bardzo dobrze rzucają a deepów mają super-szybko-sprawnych. Graliśmy przede wszystkim zona, czasem zmieniając na mocne man na rozgrywających. Nie można napisać o tym meczu jako zepsutym, no ale czegoś zabrakło..przegraliśmy…tym razem 5:7.
Pozostał Nam mały finał, tam czekali na nas Spirit on Lemon.

Mecz o trzecie miejsce to tęgie lanie, zawiodła psychika i w dużym stopniu na Nasza grę działało zmęczenie. Handlerzy nie mieli już pomysłów na bardzo skuteczne podczas turnieju give’n’go, stack również był za mało aktywny, gdzieś na pewno chowaliśmy zawód po półfinale i zagraliśmy bez energii. Po stracie kilku punktów na starcie popsuło Nam się całkowicie wszystko i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:10, na korzyść Spirit on Lemon.
Podczas rozdania nagród byliśmy raczej osowiali, na szczęście jeśli jesteś smutny zawsze możesz liczyć na radość, którą chętnie podzieli się z tobą Grandmaster Flash, zwycięzcy turnieju. Widząc chyba, że nie tryskamy humorem zaśpiewali Nam piosenkę, to również była zdecydowanie jedna z największych chwil, chyba każdy z Nas podniósł wtedy uszy do góry, pjonteczki, dziękujemy.
Turniej Martynka 2010 odbył się 29-30.05.2010 w Brodnicy.
Astro Disco zagrało w składzie:
Edyta
UOlcia
Olunia
Elvis
Kożuch
Misza
Mati
Kaczor
Kris
Nowy
Aniou
Lucjan
Alek
Zagraliśmy dobry turniej, praca, którą wkładamy w treningi przynosi efekty we wszystkim, co pokazujemy potem na boisku. W sobotę w Brodnicy byliśmy drużyną w każdym calu, stojąc obok siebie na linii mogliśmy czuć dumę. Jeszcze po Józbee 2009 trudno mi było pisać relacje bo zwykle pochodziły z zewnętrznej strony pomeczowego kółka. Teraz to doprawdy łatwe. Dzięki Wam Hałastro!! Raz dwa trzy: Astro Disco!!
Wyniki i klasyfikacja
Alek








