Disco Polo – pod taką enigmatyczną nazwą wybrańcy Bydgoskiego Astro Disco oraz Gdańskich Cool Flights’ów zdobyli 3 miejsce na turnieju ZielonoMi 2009. Granie zorganizowane przez team GMF odbyło się pod Warszawą w miejscowości Zielonki-Parcele. Wystąpiło 7 drużyn. Reprezentacja północy podczas dwóch dni sowitego biegania rozegrała osiem meczy. Było na co popatrzeć…
Mimo wiosny która zdawała się zagościć w Polsce już na dobre, pogoda w Sobotni ranek spłatała Nam figla. Popadało i zawiało nie raz, nie dwa. Tuż przed pierwszymi rozgrywkami słysząc wspomnienia z Krakowskiego Hata sprzed roku, na twarzach graczy rodził się grymas obawy. Obawy przed dwudniowym bieganiem w przemoczonych korkach. Miało to co prawda swój urok, ale chyba zdecydowanie bardziej na zdjęciach. Pierwszy mecz o zdrowej godzinie 10:50 przyszło Nam zagrać z GMF. Warszawski team czuł wiatr we włosach i postawił Nam strefę złożoną z czterech graczy w cupie. Spełniała ona swoja rolę. Pod presją rzucaliśmy nieskuteczne dłuższe podania. Dysk czasem kończył swój lot już po trzech metrach odbijając się od rąk defensorów, a gdy już przebił się dalej trajektoria lotu znacznie różniły się od zamierzonych, czy to przez wiatr czy przez wyślizgiwanie się dysku z rąk. Pogoda jednak nie była łaskawa dla nikogo i Naszym rywalom dysk ślizgał się w dłoniach tak samo, co sprawiało że turn overy były nie lada atrakcją tego meczu. Potrwało trochę zanim każdy przyzwyczaił się do mokrego dysku, zatem punktacja niezbyt obfita zakończyła się po 45 minutach przy stanie 6:6.

Udaliśmy się na ciepłą herbatę i wykład pt Zone Defence. Szybkie streszczenie tej taktyki defensywnej pozwoliło Nam zaskoczyć kolejną drużynę z jaką graliśmy, mianowicie AWF. Przez pierwsze kilka minut meczu przydusiliśmy handlerów AWF-u pod, a także w ich własnej zonie, co zaowocowało początkowym prowadzeniem. Jednak zmiana osób w cupie spowodowała spadek skuteczności i walka stała się dużo bardziej zacięta. Było naprawdę sporo biegania, czego zresztą się spodziewaliśmy. Mecz ten można określić mianem fizycznego. Ostatecznie ulegliśmy jednym punktem. 7:8 dla AWF-u.

Drużyna jaką złożyliśmy na ten turniej to mix dwóch teamów, zatem naturalną sprawą było to iż byliśmy nie zgrani. Postanowiliśmy zrezygnować z obrony strefowej i grać klasycznie – jeden na jeden. Gdańska część Disco Polo przekonywała że bardziej mobilizująca będzie odpowiedzialność indywidualna.
Trzecia potyczka z młodym pierwiastkiem polskiej sceny – Warszawskim RASZem wygrana przez Nas 13:1. Wynik nie odzwierciedla walki, bo trzeba przyznać że potencjał w młodej szkole polskiego Ultimate drzemie i musieliśmy się natrudzić, aby nadążyć za ich witalnością. Szacuneczek.
Kolejne spotkanie tego dnia to nie lada wyzwanie – doświadczona drużyna RJP. Chęć pierwszej w historii wygranej z tym teamem była ogromna. Taka też była walka. Warszawiacy widzieli chyba Nasz mecz z GMF i postanowili również uprzykrzyć Nam życie strefą. Aczkolwiek zagrali klasyczniej – z 3 osobowym cupem. Była godzina 14:00 i deszcz ustał co sprawiło że dużo sprawniej posługiwaliśmy się dyskiem i już pierwsza akcja zaowocowała punktem dla Nas. Obrona była na tyle ostra że handlerzy drużyny rywali czasem doliczani byli do 7,8 zanim wyprosili o cuta który nie zawsze okazał się efektywnym. Jak mówią statystyki które prowadziła Gdanska część Disco Polo z małą pomocą Koniaka, w tym meczu zanotowaliśmy aż 13 przechwytów lub zbić. Najlepszym w tej dziedzinie w tym meczu okazał się Wróbel z Cool Flights. No i jak to bywa po takim zbiciu nabuzowany adrenaliną gracz pędził niczym Speedy Gonzalez, podczas gdy najbliższy handler podbiegał do dysku aby rzucić hucka do wbiegającego już do strefy punktowej zawodnika. Ameryka. Takimi zagrywkami oraz szybkimi akcjami przechodziliśmy do zony na tyle często, aby podczas całego meczu utrzymywać prowadzenie. Jednak robiło się gorąco bo jak przystało na doświadczoną drużynę RJP zbliżało się wielkimi krokami. Tuż przed końcem meczu przy stanie 6:7 dla Nas przy wyprowadzaniu dysku z Naszej zony miał miejsce udany defence Adama z RJP. W moim mniemaniu Adam niepewny czy chce zbić dysk czy natychmiastowo przeprowadzić kontrę złapał dysk na ułamek sekundy po czym go upuścił co oznacza drop. Jednak po dość długiej dyskusji RJP contestowało i pozostało przy dysku blisko linii bocznej około 7 metrów od naszej zony. Motywacja na niedopuszczenie rywali do zdobycia punktu była wielka.

3, 2, 1 Disc In! Adam sfake’ował krótkie horyzontalne podanie do Szumka po czym rzucił forehand po przekątnej w róg zony do Piotrka, który niestety nie był w stanie dojść do tego dysku. To była Nasza szansa. Lucjan podniósł dysk bliżej lewej strony boiska. RJP postawiło cupa. Wall był na tyle szczelny że handler nie ryzykował rzutów przez cup i przeswingował dysk do wybiegającego Miszy. Ten jednak nie dostał natychmiastowej oferty na kontynuację której mógłby zaufać. Obrońcy zdążyli podbiec i zaczęło się liczenie. Misza zauważył iż skrzydłowi są kryci i jedyną opcją okazało się przerzucenie cupa hammerem do nadbiegającego środkiem Majoneza. Gdy talerz był w powietrzu wszystkim zaparło dech w piersiach. Był to ryzykowny rzut, a zaraz za Majonezem nadbiegał już defensor RJP. Na całe szczęście dla ekipy Disco Polo Majaz pewnie złapał dysk przytulając go do siebie niczym Pele swoje dziecko w kołysce. W ułamku sekundy flow rozbudził się na nowo. Wszyscy zaczęli gnać do zony RJP. Pierwszym zawodnikiem na czystej pozycji okazał się Nowy który przyjął podanie na skrzydło od Majoneza i natychmiastowo przedłużył laserowym backhandem do Wróbla. Ten także nie zwlekał i rzucił do wbiegającego do zony odbiorcy. Był nim Żółw zdobywający jeden ze swoich 19 punktów w tym turnieju. Wygraliśmy!

Ten mecz dodał Nam otuchy i ostatnią potyczkę tego dnia zagraliśmy na pełnym luzie. Wielka piona dla przeciwnika – Zdobywcy Oskarów zawsze kojarzą Nam się spiritowo – z uśmiechem na twarzy i wspólną grą z dziewczynami. Tym razem grali z małą pomocą Doro i Balbiny ze Spirit On Lemon oraz Sergiusza z AWF. Mirek podczas któregoś z porannych meczy nieszczęśliwie wylądował na łokciu przy jakimś layoucie i pojechał zwiedzić warszawskie szpitale, zatem męska część Zdobywców przebyła długą drogę tego dnia grając z tylko jedną zmianą. Disco Polo było chyba troszeczkę zachłyśnięte wygraną z RJP i początek meczu to 0:2 dla Oskarów. Szybko jednak się obudziliśmy, a raczej Misza obudził w sobie demona defensu i co rusz zabierał dyski przeciwnikom, co dawało Nam szansy na szybkie kontry. Po kilku takich prowadziliśmy już znacznie i podczas zachodzącego słońca mecz ten był idealnym zwieńczeniem tego pracowitego dnia. Disco polo 13:5 Zdobywcy Oskarów.
Z bilansem 3 wygrane, 1 porażka, 1 remis udaliśmy się do Warszawy gdzie przyszło Nam spać. Podczas całego wyjazdu towarzyszył Nam Dziamski, który z czystej ciekawości pojechał zobaczyć jak wygląda turniej Ultimate. Wygląda na to że podjarał się niesamowicie bo po drodze z boisk spłonęła mu fura z większą częścią bagażu Majoneza. Można by rzec że Majaz poszedł z torbami, ale nawet to wydaje się nazbyt optymistyczne. Warszawa, zwyczajny sobotni wieczór, całkiem ruchliwa ulica Prymasa Tysiąclecia, Astro Disco wystawia trójkąt i przypieka sobie kiełbaski od płonącego Opla. Who’s the god of hell fire!?
Po zmyciu sadzy i trosk z twarzy wyszliśmy na powietrze. Zrobiliśmy kebab i balsam, a następnie udaliśmy się do Balsamu-warszawskiej tańcbudy w której to miała się odbywać turniejowa impreza. Miała … bo trudno powiedzieć aby faktycznie miała miejsce. Fakt iż gracze rozbici byli po różnych miejscowościach naokoło Wawy utrudnił wspólne świętowanie i bardzo skromna grupka zdecydowała się na ananasowe toasty. Zatem o wczesnej godzinie z Nietopeżem za przewodnika powróciliśmy do komnaty, aby dać wypocząć ciałom i umysłom przed kolejnym długim dniem.

Niedziela rano. Poranne bóle mięśni przypomniały Nam że jesteśmy na turnieju.
Dotarcie na boisko zajmowało wieki, jeżeli nie miało się samochodu. Na szczęście większość z Nas została przetransportowana na miejsce przez warszawskich graczy za co im serdecznie dziękujemy. Niedzielny poranek okazał się o niebo lepszy od poprzedniego. Można by powiedzieć: o błękitne niebo lepszy. Promienie słońca dawały o sobie znać. Było ciepło, było wiosennie. Pierwszy mecz mieliśmy zagrać z teamem KosmoDisc. Niestety skład tego teamu się nie pojawił, więc uformowana została drużyna pick up. Mecz ten był ostatnim w fazie grupowej, lecz z powodu nieobecności właściwych rywali nie liczył się do punktacji. Uznaliśmy to za rozgrzewkę przed jakże ważnym półfinałem. Na początku na przeciw Nas stanęło wielu naprawdę dobrych graczy (głównie warszawskich reprezentantów Warsaw Twister), jednak o dziwo to my byliśmy bardziej zgrani i skutecznie zdobywaliśmy punkt za punktem. Także w tym spotkaniu były to głownie hucki. Wpływ na to miał charakter meczu. Mecze pick up lub All Stars często są dużo bardziej ofensywne i przebiegają na większym luzie. Tak było i tym razem. Spotkanie to zakończyło się wynikiem 10:3 dla Disco Polo.
Po meczach grupowych cztery drużyny z najlepszymi wynikami walczyły o miejsca 1-4, a pozostałe o miejsca 5-7.

Półfinały: Drużyna na pierwszym miejscu w grupie – GMF grała z drużyną z czwartego miejsca – RJP. Natomiast ekipa z drugiego – AWF grała z ekipą z miejsca trzeciego czyli z Nami. Na tym turnieju przegraliśmy jak dotąd tylko z AWF-em. Nowy powiedział że chciałby grać właśnie z Nimi, aby móc się odegrać. Więc jak na życzenie mecz półfinałowy to rewanż z dnia poprzedniego. Byliśmy jak wygłodniałe wilki. Piana kipiała Nam z ust, a bojowe nastawienie prezentowały czarne krechy pod oczyma. Flip…dysk dla Nas. Pierwsza akcja, pierwszy punkt, pierwsze piątki przybite. Mimo to skupienie nie oddalało się za bardzo. Defence był solidny, a offence skuteczny. Pewne szybkie podania i dużo biegania. Dwa zero. największą rolę w teamie rywali odgrywał Rogal-jako główny handler dostawał dysk w każdej akcji i to wiele razy. Jednak nie zawsze miał do kogo odegrać. Błądził oczyma po boisku wyszukując cutów, ale Disco Polo siedziało każdemu na ogonie, i przedzieranie się do przodu nie było takie łatwe. Można się chyba pokusić o stwierdzenie że mieliśmy namiastkę shut down defence w tym meczu. Gracze AWF znudzeni nie wiele dającym swingowaniem rzucili ryzykownego hucka, który został zbity przez Miszę. My nie zmarnowaliśmy swojej kolejnej okazji i doprowadziliśmy do wyniku 3:0 dla Nas. Ale rywal się nie poddawał. AWF jak sama nazwa wskazuje jest dość wymagającą fizycznie drużyną i chyba każdy na tym meczu poczuł że pobiegaliśmy sobie na dobrym poziomie. To chyba Nasza przewaga punktowa Nas zgubiła. Gdy dość sprawnie, co nie znaczy łatwo, przechodziliśmy większą część boiska, to nieopodal zony pozwalaliśmy sobie na bardziej ryzykowny rzut. Podczas gdy my przyzwyczajaliśmy się do skutecznych podań, obrona AWF-u skupiała się najbardziej właśnie przy zonie. Wynikiem tego była utrata kilku dysków i zanim się zorientowaliśmy warszawiacy doprowadzili do remisu. Od tego momentu mecz był strasznie zacięty. Stawką była gra w finale-dla obu drużyn byłby to pierwszy raz gdy dostępują takiego zaszczytu. Każdy z graczy wylewał z siebie siódme poty. Są takie momenty gdy już nie możesz, ale musisz. To był jeden z nich. Walka o każdy dysk to była wielka praca. Podczas gdy my staraliśmy się okiełznać Nasze nawyki dłuższych ryzykownych podań, które akurat w tym meczu okazywały się niezbyt skuteczne, graczom AWF-u udało się właśnie w taki sposób zdobyć kilka punktów. Przeciwnicy objęli prowadzenie. Po 40 minutach gry staliśmy na przeciw siebie na liniach zony przy stanie 6:7 dla AWF. To była Nasza kolei na zdobycie punktu.

Rogal wyrzucił ogromnego pulla-outside in backhand (nawiasem były to bez wątpienia najlepsze pulle przeciwko jakim zagraliśmy na tym turnieju) który zagnał Nas w głąb zony, i kazał pracować handlerom od pierwszych metrów boiska. Mieliśmy bardzo dużo do przejścia. Udało Nam się przedostać o około 30 metrów gdy w tym jakże kluczowym momencie gry podanie Majasa zostało zbite przez Gekona. Szybka reakcja warszawiaków pozwoliła przeprowadzić kontrę, gdy my nie zdążyliśmy na dobre ustawić obrony. Pierwszy raz w tym meczu AWF odsunął się od Nas o dwa punkty. Nie traciliśmy nadziei, i szybko wróciliśmy na linie aby oczekiwać kolejnego wznowienia gry. Ponownie niesamowicie długo unoszący się w powietrzu pull Rogala nie ułatwiał Nam sprawy. Każdy miał klej na rękach, nie było szans na drop. Ktoś z linii krzyknął że nastąpił koniec czasu, co oznacza że gramy ten punkt do końca, a następnie last point. Po kilku swingach znaleźliśmy okazję na kontynuacje po lewej stronie boiska. Mimo potężnego zmęczenia biegliśmy pochłaniając jakby ostatnie hausty powietrza. Misza dostał dysk około 25 metrów od zony i po zerknięciu na Lucjana który biegł do zony środkiem boiska, bez wahania rzucił backhand w ostatnie metry strefy punktowej. Lucjan nie ryzykował starcia w powietrzu (gdy zobaczył że Calin-obrońca AWF-u wyskakiwał do dysku ciut za wcześnie) i pewnie chwycił dysk oburącz, gdy ten opadł już na stosowną wysokość. Jeden punkt dzielił Nas od remisu. Adrenalina pulsowała jak szalona, gdy okazało się że to był last point bo wcześniejsze informacje o końcu czasu… po prostu nie dotarły na czas. Przegraliśmy…
Nie dostaliśmy się do finału. Została Nam walka o trzecie miejsce. Jedyne co podnosiło Nas na duchu, pozwalało zachować uśmiech na twarzach i satysfakcję w duszy to fakt że zagraliśmy dobry mecz.

Gmf pokonało RJP więc tak jak AWF potwierdził przewagę nad Nami, tak Nam zostało zrobić to samo przeciwko RJP. Chcieliśmy udowodnić że wczorajsza wygrana to nie przypadek. Sprawa nie wyglądała różowo gdyż pojawił się Szatan, który był nieobecny podczas meczu dnia poprzedniego. Biorąc pod uwagę doświadczenie drużyna RJP przerastała Nas trzykrotnie albo i lepiej. Wystarczy wspomnieć samego Chucka, który w Ultimate gra od około 25 lat! To jest więcej niż średnia wieku Disco Polo.
Tak więc do tego meczu podeszliśmy z dużym dystansem i szacunkiem dla przeciwnika. Ale nie ma co – czuliśmy się mocni. Pokazały to pierwsze minuty. Bez kompleksów skutecznie rzucaliśmy w dal. Zyskaliśmy przewagę narzucając RJP Nasz styl gry. Stawialiśmy na bardzo szybkie kontry po stratach, które wymuszaliśmy mocną obroną. To wystarczyło, aby pewnie wygrać 10:4.
W finale warszawskie potyczki: AWF pokonał GMF. Mecz był bardzo przyjemny dla oka. Ostra zacięta walka, okraszona wieloma starciami w powietrzu. GMF prowadzili przez część meczu, ale AWF przejął inicjatywę i do końca jej nie oddał.
Dla Nas ten wyjazd to: Trzecie miejsce. Pierwsze podium. Dwie drużyny połączone w jedną bardzo ciekawą formację – Disco Polo.

Takim składem graliśmy i usłyszeliśmy brawa na rozdaniu nagród. Główna nagroda – kwiatek, zostanie posadzony przy boisku w trójmieście i będzie przypominał o tym wydarzeniu. Oprócz najwyższego miejsca na turnieju jakim może się pochwalić Astro Disco i Cool Flights z połączenia ekip powstało coś jeszcze. Czysta jak łza zajawka, ogromna chęć do gry, długa podróż, i perypetie z nią związane. To wszystko zostało docenione i nagrodzone Spirit Of The Game. Jest to pierwszy raz, kiedy Astro Disco ma zaszczyt pochwalić się ta nagrodą. Dziękujemy bardzo za wszystko organizatorom. Tak jak usłyszeliśmy od Was, że przyjechaliśmy i pokazaliśmy że najważniejsza jest gra, Wy umożliwiliście Nam przyjazd – pokazując że najważniejsza jest gra.
Ostateczna klasyfikacja:
1.Awf
2.Gmf
3.Disco Polo
4.Rjp
5.Zdobywcy Oskarów
6.Rasz
7.KosmoDisc
Wyniki meczy Disco Polo:
Disco Polo 6:6 Gmf
Disco Polo 7:8 Awf
Disco Polo 13:1 Rasz
Disco Polo 8:6 Rjp
Disco Polo 13:5 Zdobywcy Oskarów
Disco Polo 10:3 Pick up
Disco Polo 7:8 Awf
Disco Polo 10:5 Rjp
Lucjan
Foty: Fragles, Nietopeż, Daria, Yoanna
